x. dr Jules Didiot

Sobory

 

I. Soborami nazywają, się w ogólności uroczyste zgromadzenia biskupów celem naradzania się i wydawania praw w za­kresie spraw kościelnych. Sobór jest ekumeniczny, powszechny czyli generalny, kiedy jest przez Głowę Kościoła powszechnego zwołany, prowadzony i potwierdzony, kiedy nań wszyscy biskupi świata ka­tolickiego byli zaproszeni i kiedy biorą, w nim udział w takiej licz­bie na jaką, pozwalają okoliczności. Sobór jest szczegółowy czyli partykularny, kiedy zgromadza biskupów jednego tylko narodu lub jednej prowincji, choćby go nawet zwoływał i choćby na nim prze­wodniczył papież.

 

II. Cała nauka Kościoła o Soborach ekumenicznych, o któ­rych tu przede wszystkim mówić będziemy, streszcza się w nastę­pujących punktach, wyświetlonych przy sposobności dwóch  podobnych soborów: Trydenckiego w XVI w. i Watykańskiego w XIX w. Nauczanie i rządzenie - te dwa wielkie zadania, jakie Chrystus po­wierzył apostołom i następcom ich aż do końca wieków, stale speł­nia w Kościele papież i biskupi, zasiadający każdy na swej własnej stolicy;  nazywamy to zazwyczaj Kościołem nauczającym w rozpro­szeniu, nauczycielstwem kościelnym rozproszonym. Ten sposób nau­czania i rządzenia jest najbardziej z naturą rzeczy zgodny, gdyż pozostawia każdego pasterza w pośród jego owczarni. Skądinąd znów, sposób ten najzupełniej wystarcza na potrzeby Kościoła nau­czanego, gdyż papież rzymski, jako papież, posiada nieomylną obec­ność Ducha św. w sprawowaniu swego urzędu najwyższego nauczy­ciela; tę samą nieomylność doktrynalną posiada cały episkopat, zje­dnoczony ze swym zwierzchnikiem (ob. art. Kościół, Papiestwo); a je­śli do codziennego zarządu ludem chrześcijańskim i sumieniami po­szczególnych osób papież i biskupi nie posiadają zbytecznego skąd­inąd dla nich przywileju nieomylności, to przecież mają oni takie przynajmniej pomoce z  wysoka, że żadnej powierzonej im duszy nie zbraknie łask do zbawienia koniecznych. A przeto nie trzeba uważać Soboru ekumenicznego, a tym mniej partykularnego za isto­towy i zwyczajny  pierwiastek  nadprzyrodzonego organizmu Ko­ścioła. Wszak Zbawiciel nie założył go na zasadach rządu parla­mentarnego. Jednakże, w pewnych okolicznościach wielkie przynoszą korzyści sobory czyli Kościół nauczający razem zgromadzony. Ze stanowiska naturalnego zgromadzenie ludzi wykształconych, roz­tropnych a dobru publicznemu oddanych, wiele przyczynić się może do wyjaśnienia wątpliwości, do uspokojenia umysłów, do zażegnania sporów, do przygotowania praw, do zaradzenia biedom ogólnym, do podniecenia ufności  i  odwagi  w działaniu. Patrząc zaś na te rzeczy ze stanowiska nadprzyrodzonego, mamy przed oczyma wyraźną obietnicę Chrystusa Pana (Mat XVIII, 20), że Duch św. to­warzyszyć będzie zgromadzeniom,   podjętym w imię Boże,   powagą bożą i dla chwały bożej. Sobór zatem może być znakomitą pomocą i bardzo pożytecznym uzupełnieniem tych środków zwyczajnych, ja­kimi rozporządza Kościół przy spełnianiu swego zadania, i jak z je­dnej strony byłoby rzeczą nieroztropną, szkodliwą, a nawet niemo­żliwą zgromadzać wszystkich biskupów świata  w pewnych czasach i w pewnych okolicznościach, wymagających obecności ich  wśród wiernych, tak z drugiej strony rzeczy będzie roztropną, pożyteczną, a nawet moralnie konieczną w pewnych okolicznościach zgromadzać tychże biskupów na sobory generalne lub partykularne, nie dla zmieniania  wiary  lub  zasadniczych  ustaw Kościoła, gdyż te są nie­zmienne, ale dla wyjaśnienia wiary i umocnienia Kościoła, dla le­pszego uwydatnienia jego nadprzyrodzonego pochodzenia i  dobro­czynnego wpływu wśród świata 1). Powiedzieliśmy, że  sobory powszechne tak samo jak partykularne nie mogą zmieniać zasadni­czych ustaw, nadanych Kościołowi przez jego Założyciela; powiedz­my raczej, że sobory właśnie najlepiej te zasadnicze ustawy okazują, i że z tego powodu papież, osobiście lub przez legatów swych przewodniczy na soborze powszechnym, jest z prawa bożego jego głową, tak iż ciało nigdy nie może jej opanować, ani też nigdy nie wolno do jurysdykcji soborowej odnosić orzeczeń lub postano­wień papieskich 2). I rzeczywiście, nadzwyczajna powaga soboru gatunkowo nie różni się od zwyczajnej powagi Kościoła rozproszo­nego; tymczasem zaś ta ostatnia, a tym samem i tamta jest pod tym tylko warunkiem powagą najwyższą, że się opiera na Opoce. założonej przez Chrystusa i uwieńczonej przez tę żyjącą i ożywia­jącą głowę, którą jest Piotr, sądzący i przemawiający przez usta swoich następców. Ale z chwilą, kiedy powaga soboru przyoble­czonego w warunki, czyniące go nieomylnym, wypowiada swe zda­nie o dogmacie, o moralności, lub o fakcie jakim, z powyższymi dwoma przedmiotami tak ściśle złączonym, iż naukowo od nich od­łączyć się nie da, każdy wierny chrześcijanin ma obowiązek sercem i usty wyznawać to, co sobór ekumeniczny postanowił.

Powyższe wyjaśnienie dosyć jasno wykazuje, że przede wszyst­kim w odbywaniu i we władzy soborów jest pewien pierwiastek boski, który się udowadnia tymi samymi dowodami, co założenie i władza papiestwa i Kościoła nauczającego; a następnie, że jest w soborach pewien pierwiastek z natury swej i z pochodzenia ko­ścielny, przez kanony i prawa papieskie określony. Tekstów tych praw nie przytaczamy, gdyż to zaprowadziłoby nas zanadto daleko, a przy tym, jako pochodzące od Kościoła a często nawet od sobo­rów, teksty te mógłby kto poddawać wątpliwościom i zarzutom, jakie stawiają samym soborom ich przeciwnicy. Zanim tedy odpowiemy na te zarzuty zrobimy uwagę, że Biblia, jakkolwiek nie zawiera może akt właściwie zwanego soboru, przechowuje nam jednak bar­dzo dokładne i szczegółowe wspomnienie takiego samego prawie zgromadzenia soborowego, odbytego u kolebki chrystianizmu przez apostołów w imię Ducha świętego i Kościoła. (Dz. Ap. XV). So­bory powszechne odbywane później szły już tylko za tym przykła­dem i tę samą rozwijały karność, tak iż zwoływanie tych wielkich zgromadzeń biskupich w trudnych okolicznościach Kościoła można słusznie uważać za przywilej Stolicy Apostolskiej, przyznany jej przez samo prawo boskie.

 

III. Cóż tedy poważniejszego przeciwstawiają tej nauce ko­ścielnej o soborach?

1-o. Przeciwstawiają to, że sobory nie mają nic nadprzyro­dzonego w swym pochodzeniu, a zatem i w swoich skutkach; że zgromadzenia tego rodzaju są rzeczą czysto naturalną, jaką dostrzec możemy nawet w buddyzmie, a widzimy codziennie w protestantyz­mie i w innych wyznaniach, które się zgromadzają, by radzić nad szczegółami wiary i karności religijnej; że jeśli bywają kongresy naukowe, polityczne, literackie i in., to muszą też być z tym sa­mym tytułem i w tym samym celu kongresy kościelne i katolickie; że chrystianizm, tak samo jak każde społeczeństwo świeckie, ma prawo zwoływać swe stany generalne, ale ostatecznie to, co takie zgromadzenie postanawia, nie może posiadać siły obowiązującej na sumieniu, a przypuściwszy nawet, że sobory mają powagę parlamen­tów w państwach konstytucyjnych, to i w tym razie zgromadzenie następne może zawsze unieważnić lub odwołać postanowienia zgro­madzenia poprzedniego.

Na te zarzuty odpowiadam, przypominając naprzód przykład apostołów, zwołujących sobór do Jerozolimy  i oświadczających, że cieszyć się tam będą łaską obecności Ducha św.: „Zdało się Ducho­wi świętemu y nam...”  (Dz. Ap. XV, 28). Przypominam dalej, że powaga soborów w istocie swej nie zależy wcale ani od ich pocho­dzenia, ani nawet od faktu zgromadzenia ich w danym jakimś miej­scu lub oznaczonym czasie, lecz od stałych i nieprzedawnionych praw papieża i episkopatu, nawet rozproszonego po świecie: a prze­to, nawet wówczas, gdybyśmy nie mogli   przytoczyć powyższego faktu biblijnego, nawet wówczas, gdyby Kościół, w zwoływaniu soborów ekumenicznych szedł za koniecznością natury czysto ludz­kiej, nawet wówczas gdyby naśladował   zgromadzenia  buddyjskie i bramińskie, nie mniej jednak zgromadzenia jego soborowe posia­dałyby tę samą, powagę, jaką on im nadaje. Wierni nie dlatego słuchają orzeczeń jakiegoś soboru, że one pochodzą od zgromadze­nia soborowego, ale dlatego, że pochodzą od Kościoła, a jeśli, ja­keśmy-to poprzednio wyjaśnili, uroczyste zwoływanie, obradowanie i orzekanie postanowień soborów ekumenicznych z natury swej wy­wołuje łatwiejsze przyzwolenie ze strony sumienia i rozumu wiernych, to przecież nie stanowi ono nigdy głównej pobudki, najwyż­szego i zasadniczego powodu tego przyzwolenia. A przeto system parlamentarny nie ma nic wspólnego z teorią soborów chrześcijań­skich, i najwyższym jest niepodobieństwem, aby w przedmiocie wiary istniała kiedykolwiek niezgodność pomiędzy jednym soborem a dru­gim; zaś w zakresie karności i zarządu kościelnego mogą i powinny nawet zachodzić pewne zmiany - nie w punktach istotnych ustawy chrystianizmu, lecz w szczegółach zastosowania tej ustawy i w środ­kach, jakich wymagają obyczaje i potrzeby każdego wieku.

Zarzucają nam 2-o pewne niezgody, intrygi, gwałtowność mów a niekiedy i czynów, jakich smutny pamięć przechowała nam historia soborów; przypominają nam hałaśliwe polemiki, do jakich pobudził i jakich nieraz bywał widownią ostatni sobór ekumeniczny; i z tego powodu pytają nas, co za nadprzyrodzony i boski pierwia­stek mogą posiadać takie zgromadzenia i co za zaufanie może mieć do nich lud chrześcijański? - Odpowiadamy na to, że właśnie lud chrześcijański miał zawsze w najwyższym stopniu tę ufność do so­borów, jaką nieprzyjaciele nasi uznają za niemożliwą i że ją miał dlatego, iż pośród opłakanych niedoskonałości ludzkich lud chrześcijański umiał zawsze rozróżnić działanie boskie, które pomimo wszystkiego prowadzi swe dzieło i opiekuje się duszami – działanie tym bardziej uderzające i pocieszające, im bardziej otoczone bywa grubymi ciemnościami.  Boć istotnie nie wolno nigdy tracić z oczu tych pierwiastków, z jakich podobało się Chrystusowi Panu zbudować swój Kościół, tj. ludzi, a jakkolwiek ci ludzie są kapłanami, biskupami i papieżami, to przecież nie przestają oni myśleć i działać jako ludzie. Wszak byłby to cud nadzwyczajny albo raczej byłoby ­to najzupełniejsze unicestwienie naszego swobodnego i wolnego istnie­nia tu na ziemi, gdyby Bóg uczynił duchowieństwo bezgrzesznym; znakomite powody miał Bóg do tego, aby inaczej uczynić, a od nas zależy nie dać się porwać sofizmatowi, który z grzechu czło­wieka lub z niedoskonałości jakiegoś zgromadzenia wnioskuje o błę­dności jego nauki. Nic dziwnego przeto, jeśli członkowie jakiegoś soboru ulegają niekiedy słabościom i namiętnościom ludzi sobie współczesnych, ponad których przecież bezstronna historia stawia ojców soborowych nieskończenie wyżej. Nic dziwnego, że niekiedy sprawiedliwość i prawda spotykają zaporę w Kościele zgromadzo­nym, jak ją spotykają w Kościele rozproszonym. Ale przede wszy­stkim nic nie upoważnia do głoszenia, że ani w jednym ani w dru­gim Kościele nie istnieje żadna powaga nadprzyrodzona i żadne prawo do prowadzenia dalej zbawczego zadania Chrystusa - Od­kupiciela ludzi i założyciela Kościoła (ob. art. Duchowieństwo).

3-o. Przeciwnicy soborów chcą wykazać ich czysto ludzki cha­rakter przez ten fakt potrójny, że wiele soborów - i to najdawniej­szych - było zwoływanych, prowadzonych i zatwierdzanych przez cesarzy. Od dawna już starannie zbadano i do właściwego znacze­nia sprowadzono te fakty 3) - Jeśli niektórzy cesarze mieszali się do pierwszych soborów, nie działo się to nigdy bez jakiegoś nadu­życia i bez jakichś szkód, mądrze tolerowanych przez Kościół z obawy gorszych następstw, a przy tym nie obywało się to bez pewnych słusznych powodów, wynikających ze znakomitych a niekiedy nie­odzownych usług, jakie Kościół otrzymał lub o jakie starać się musiał ze strony tych panujących. I rzeczywiście, cesarskiego zwo­ływania soborów nie uważano nigdy za konwokację główną i ka­noniczną; Rzym i biskupi mogli ją przyjmować z wielkim posza­nowaniem, ale nie brano jej nigdy za równą konwokacji papieskiej, która sama jedna wystarczała do prawnego odbywania soboru po­wszechnego; papieżowi też - i nikomu więcej - wprost lub pośre­dnio były poddane zawsze sobory ekumeniczne. Co się zaś tyczy przewodniczenia na soborach, to Sobór Chalcedoński wyraźnie po­wiada, że ono należy do papieża, jako zwierzchnika czyli głowy całego zgromadzenia, i że przyznawano je cesarzowi jedynie z po­wodu przyzwoitości i dla zabezpieczenia porządku. Co do potwier­dzania przez cesarzy zgromadzeń ekumenicznych, to miały one na celu zapewnienie tym ostatnim poparcia i wykonania ich postano­wień przez przedstawicieli władzy państwowej, jakoteż wcielenie orzeczeń soborowych do praw państwowych.

4-o. Zarzucają nam wreszcie pewną niezgodność zdań o eku­meniczności niektórych soborów, uważanych przez jednych za po­wszechne, a przez innych za partykularne, i zapytują tryumfująco, jakim sposobem wiara katolicka wydobyć się może z takiego kło­potu. Otóż wyjaśnienie tego zarzutu jest bardzo łatwe, a kłopot, o jakim tu mowa, nie ma żadnego znaczenia. Sobory o wątpliwej ekumeniczności są bardzo nieliczne, a dogmatyczne ich postanowie­nia albo się już znajdują w innych orzeczeniach najzupełniej pew­nych, albo też nie obowiązują na sumieniu dopóty, dopóki trwa poważna wątpliwości co do ich rzeczywistej wartości. Naukowe zatem orzeczenie o spornych punktach należy do teologii a osta­teczna decyzja do Kościoła: dopóki zaś ta nie nastąpi, dopóty orzeczenia soborowe pozostają watpliwymi; jak się zaś względem nich zachować, powiedziano w art. Orzeczenia soborowe.

5-o. Zarzuty, dotyczące stosunku papieża do soboru ekume­nicznego, rozbieramy w artykułach, poświęconych papiestwu; tu dla braku miejsca nie możemy wchodzić w niezliczone a nie zbyt zaj­mujące szczegóły, wyniknąć mogące z badania każdego po szcze­góle soboru dawniejszego lub nowszego; po szczegóły tych zagad­nień odsyłamy czytelnika do pisarzy specjalnych, do historyków i teologów.

(Ob. Palmieri. De Romano Pontifice; - Hurter, Theologia ge-neralis, tr. 2 de Ecclesia; - Hefele, Konciliengeschichte, Wstęp. (Jest tłum. franc); - Heinrich, Dogmatik, t. II; - Seheeben, art. Koncylia, we fryburskim Kirchenlexicon; i t. d.)

Przypisy:

1) Ob. bulle konwokacyjne Soboru Trydenckiego w r. 1542 i w 1560,  bullę konfirmacyjną z r. 1564, a zwłaszcza bullę zwołującą Sobór Watykański w r. 1868, jak również dwa listy Apostolskie, w tymże roku wydane do protestantów i w ogóle do nie-katolików.

2) Ob. Conc. Vatic. Sess. IV. c. 3.

3) Prw. Thomisinus. Dissertatio 3 et 10 in concilia.

_______________________________________  

J. Didiot hasło: SOBORY, w: Słownik Apologetyczny Wiary Katolickiej podług D-ra Jana Jaugey'a, opracowany i wydany staraniem x. Wł. Szcześniaka, Mag. Teol. i grona współpracowników, T. III. Warszawa 1899, s. 514-519.